POMYŚLNOŚCI I SZCZĘŚLIWOŚCI ŻYCZYMY WSZYSTKIM PANIOM I PANOM ORAZ ''NASZYM DZIECIOM'' W TYM NOWYM ROKU 2010

To dzięki Wam osiągnęliśmy sukces w postaci ponad 150,000 zebranych podpisów.
Henryk Wujec promuje parytety
"Kobiety są inteligentne jak mężczyźni"
Wujec: Kobiety są inteligentne jak mężczyźni fot. Polska Agencja Prasowa / Leszek Szymański
"Czy mężczyźni umieszczani na listach wyborczych zawdzięczają swoje miejsca kompetencjom? Ja uważam, że rozkład inteligencji i kompetencji jest wśród mężczyzn i kobiet mniej więcej taki sam" - przekonuje Henryk Wujec, działacz opozycji w czasach PRL, zwolennik parytetów w polityce.
MARCELI SOMMER: DGP pisał o liście kobiet przeciwko parytetom, podpisanym m.in. przez Jadwigę Staniszkis, Barbarę Fedyszak-Radziejowską. List zwieńczyło uruchomieniem strony parytety.pl. Co, jako zwolennik idei parytetów, uważa pan o tej akcji?
HENRYK WUJEC*: Jest demokracja i wolność, więc w sferze publicznej wyrażane są różne poglądy. Mogę mieć tylko zastrzeżenia natury merytorycznej do tego listu, ponieważ jakość argumentów, jakie są w nim przedstawione, jest wątpliwa. Dziwię się, że tak wybitne osoby podpisały taki marny list.
W liście jest mowa o parytetach dla kobiet nie tylko na listach wyborczych, ale i w parlamencie, rządzie czy w radach naukowych.
List polemizuje z postulatami, których nie ma w projekcie ustawy o parytetach. Trudno powiedzieć, czy jego autorki po prostu nie przeczytały obywatelskiego projektu ustawy o parytetach – w którym mowa jest tylko i wyłącznie o listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego, do rad samorządowych – czy też świadomie tworzą sobie nieistniejącego przeciwnika. Byłoby dziwne, gdyby ktoś podejmował tak gruntowną polemikę nie czytając nawet projektu, do którego ma się ona odnosić. Polemizuje się więc nie z realnym poglądem, lecz z jego karykaturą. Tak samo czyniły niektóre czasopisma w PRL. Np. „Argumenty” tworzyły na własny użytek karykaturę chrześcijaństwa po to, żeby ją następnie obalić. Postulaty przytoczone przez autorki być może pojawiały się w czasie obrad Kongresu Kobiet, ale jego uchwała w sprawie parytetów dotyczyła list wyborczych.
A może sposób w jaki wypowiadają się zwolennicy parytetów nie pozostawia miejsca dla kobiet, które myślą inaczej, czego przykład stanowić może wypowiedź Kazimiery Szczuki o przeciwniczkach parytetów jako o „łamistrajkach”?
Bardzo możliwe. Gdyby to był list polemiczny wobec projektu ustawy, to odnosiłby się do rzeczywistych propozycji w nim zawartych. Tymczasem jest on napisany w tonie ideologicznym. Może autorki poczuły się zepchnięte na margines debaty publicznej. W końcu większość Polaków popiera ten projekt. W liście pojawiają się zarzuty wobec Kongresu Kobiet, że nie reprezentuje wszystkich opinii. To oczywiste. Warto jednak zauważyć, że uchwała Kongresu została poparta przez sto kilkadziesiąt tysięcy podpisanych pod projektem ustawy kobiet i mężczyzn. Być może zabrakło dyskusji między niektórymi środowiskami – to zdają się sugerować autorki „listu anty-parytetowego” – i to rzeczywiście szkoda, bo myślę, że spokojna merytoryczna dyskusja mogłaby doprowadzić do zbliżenia stanowisk.
W liście pojawia się kilka konkretnych argumentów, które odnoszą się zarówno do idei parytetu, jak i do zasadniczego projektu. Na przykład pogląd, że parytet uwłacza kobietom, bo sugeruje, że same sobie nie dadzą rady.
Źle potraktowani mogą się czuć mężczyźni, że nikt się nimi tak nie zajmuje. A na poważnie: ten projekt nikogo nie uprzywilejowuje. On po prostu dąży do wyrównania szans. Dziwię się, że można tego nie dostrzegać, bo moim zdaniem wystarczy pobieżna znajomość rzeczywistości społecznej, żeby zaobserwować, że istnieje potrzeba takiego wyrównania w różnych sferach.
Na przykład gdzie widać taką potrzebę?
Na przykład na wsi, którą znam bardzo dobrze, bo z niej się wywodzę i mieszkałem wiele lat. Gdyby nie było specjalnej polityki wyrównywania szans, to ile dzieci wiejskich byłoby na studiach? A przecież i tak teoretycznie było im wolno, każdy młody człowiek miał takie samo prawo do studiowania. Tak samo jest z kobietami w polityce. Przez ostatnich kilkanaście lat ich udział w parlamencie i samorządach się nie zmienił. Ostatnio pojawiło się za to nowe zjawisko w samorządach wiejskich: coraz więcej jest kobiet wybieranych na sołtysów. Sołtyski. Tylko, że nie można tylko czekać i się przyglądać. Takim procesom trzeba pomagać, żeby zrównoważyć szanse. Parytety to nie jest projekt, który ma załatwić kwestię kobiet w polityce raz na zawsze. To tylko mechanizm, który ma czasowo ułatwić większe niż dotychczas uczestnictwo kobiet w życiu publicznym.
Niektórzy mówią: zgoda, ale za wcześnie jeszcze na podział pół na pół na listach.
Projekt podlega oczywiście pracy sejmowej i bardzo prawdopodobne, że ostatecznie przegłosowany zostanie w innej formie. Nawet jeśli proporcje ustalone byłyby na poziomie co najmniej 30 proc. kandydatów każdej płci, to byłby to sukces – nie chodzi o to, żeby było dokładnie 50 na 50.
A co z argumentem merytokracji? Czy listy wyborcze nie powinny być budowane na podstawie kompetencji, a nie płci?
A czy obecnie są budowane na podstawie kompetencji? Proszę sobie odpowiedzieć szczerze. Czy mężczyźni umieszczani na listach wyborczych zawdzięczają swoje miejsca kompetencjom? Ja uważam, że rozkład inteligencji i kompetencji jest wśród mężczyzn i kobiet mniej więcej taki sam. Jeżeli korzysta się tylko z męskiej połowy „zasobu” tego co najwartościowsze, a drugą połowę się lekceważy, to jest to absolutnie niekorzystne dla państwa, dla społeczeństwa, dla narodu.
Że kompetentnych kobiet w społeczeństwie jest dużo, to jedno, ale czy kompetentnych kobiet chętnych do udziału w polityce jest wystarczająco dużo?
Jest ich niemało. Przykładem mogą tu być choćby wspomniane sołtyski. Atutem kobiet i jedną z przyczyn, dla których są w polityce potrzebne, jest ich wrażliwość, większa niż u mężczyzn, na pewne kwestie. W przypadku wsi to jest chociażby kwestia opieki nad dziećmi, placów zabaw, świetlic, żłobków, i tak dalej. Sołtyski podejmują działania w tych kwestiach i ludzie widzą, że są w tym świetne. I, dzięki poparciu ludzi, awansują w hierarchii samorządowej.
W liście otwartym kobiet przeciwnych parytetom pojawia się także argument, że ten projekt nie dotyka głównych przyczyn niedoreprezentowania kobiet w życiu publicznym. Kobiety – twierdzą autorki listu – zostają w domach nie ze względu na rzekomą dyskryminację, ale z powodu niskich wynagrodzeń i braku prawa prorodzinnego, które umożliwiłoby im łączenie macierzyństwa z karierą.
W zupełności zgadzam się z diagnozami zawartymi w tym liście, które dotyczą wysokości wynagrodzeń oraz roli prawa w aktywizacji zawodowej i politycznej kobiet. Tyle tylko, że to są pobożne życzenia. Czy pan sobie wyobraża, że w parlamencie, w którym tak wyraźnie dominują mężczyźni, tego rodzaju kwestie będą traktowane priorytetowo? Z jakichś przyczyn tych niezmiernie racjonalnych postulatów konsekwentnie się nie realizuje. To dopiero większe uczestnictwo kobiet w życiu publicznym może dać szanse na zasadniczą jakościową zmianę w kwestii równouprawnienia wszystkich kobiet w Polsce.
http://www.kongreskobiet.pl/
| Wyróżnienie 'Złote Spinacze 2009' dla Biura Kongresu Kobiet |
|
Miło jest nam poinformować, że Biuro Kongresu Kobiet otrzymało wyróżnienie za nominację do nagrody głównej w konkursie Public Relations Złote Spinacze 2009 w kategorii Public Affairs & Lobbying dla projektu Kongres Kobiet Polskich.
|
TROSZKĘ Z HUMOREM

"Rezolucja przeciwko przemocy wobec kobiet".
Panie Przewodniczący, Koleżanki i Koledzy!
Miliony kobiet są bite, molestowane, kupowane, sprzedawane, gwałcone i zabijane tylko dlatego... że są kobietami. Więcej kobiet ginie z powodu skierowanej przeciwko nim agresji niż umiera na raka. Musimy uświadomić opinii publicznej, że w nowoczesnym, demokratycznym społeczeństwie nie ma miejsca na przemoc wobec kobiet.......
Cały tekst wystąpienia podczas debaty plenarnej w sprawie "Rezolucji przeciwko przemocy wobec kobiet" na http://senyszyn.blog.onet.pl/
| Podsumowanie konferencji, Sejm RP, 16 II 2010 |
Jerzy Buzek: trzeba uaktywnić kobiety!
We wtorek 16 lutego 2010 w Sejmie odbyła konferencja zorganizowana przez Kongres Kobiet Polskich „Kobiety w polityce” pod patronatem marszałka Bronisława Komorowskiego i wicemarszałek Ewy Kierzkowskiej. Poświęcona była regulacjom prawnym wspierającym udział kobiet w życiu politycznym. Ustawowe wprowadzenie kwot bądź parytetów na listach wyborczych poparł w płomiennym przemówieniu przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.
W dyskusji panelowej wzięły udział ekspertki z państw europejskich, w których wprowadzono podobne rozwiązania.
Jerzy Buzek: Powinniśmy wprowadzić w Polsce parytet kobiet w polityce
We wtorek 16 lutego 2010 przewodniczący Parlamentu Europejskiego wziął udział w konferencji "Kobiety w polityce" zorganizowanej w przy wsparciu Sejmu RP przez Kongres Kobiet Polskich.
W trakcie swojego wystąpienia prof. Jerzy Buzek zdecydowanie wsparł ideę parytetu kobiet w polityce. Przewodniczący PE powiedział:
"Jestem zwolennikiem parytetów. Uważam, że powinniśmy wprowadzić to rozwiązanie w Polsce tym bardziej, że obowiązuje ono już w 45 innych krajach. Ten pomysł sprawdził się już w praktyce.
10 lat temu nie byłem zwolennikiem parytetów, uważałem, że wystarczy, gdy państwo będzie wszelkimi sposobami wspierać aktywność zawodową i społeczną kobiet. Widząc jednak jak wolno następuje wyrównywanie szans, zmieniłem zdanie i zdecydowałem się poprzeć parytety."
Oświadczenie Andrzeja Olechowskiego w sprawie obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ordynacji wyborczych w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów Jako jeden z sygnatariuszy obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ordynacji wyborczych w związku z wprowadzeniem parytetu płci na listach kandydatów apeluję do posłów i senatorów o przyjęcie tej inicjatywy legislacyjnej. Dzięki stworzeniu kobietom możliwości większego, aktywnego udziału w polityce życie publiczne stanie się mądrzejsze i nabierze ogłady. Zwracam uwagę, że projekt ustawy, którego pierwsze czytanie w Sejmie odbywa się dzisiaj, daje kobietom równe szanse. O ostatecznym wyborze zadecydują głosujący. Gdybym był Prezydentem Rzeczypospolitej po uchwalenia takiego aktu prawnego, podpisałbym go bez zastrzeżeń i zwłoki. Nie miałbym wątpliwości co do słuszności tego kroku. Uczyniłbym to z satysfakcją wprowadzenia regulacji pożytecznej dla naszej demokracji, tym cenniejszej, że powstaje ona w wyniku obywatelskiej inicjatywy. Andrzej Olechowski
18 lutego 2010 roku
| Parytety już w wyborach samorządowych! |
| Kongres Kobiet domaga się jak najszybszego uchwalenia ustawy
18 lutego posłowie zdecydowali o przesłaniu obywatelskiego projektu ustawy o parytetach płci na listach wyborczych do dalszych prac w Komisji Nadzwyczajnej rozpatrującej zmiany
w ordynacji wyborczej. Kongres Kobiet apeluje o jak najszybsze uchwalenie ustawy, tak by jej zapisy dotyczące wymogu 50-procentowej obecności kobiet na listach wyborczych obowiązywały już w najbliższych wyborach samorządowych.
Żaden z klubów sejmowych nie zgłosił wniosku o odrzucenie projektu. Klub Lewicy wnioskował o uchwalenie ustawy w pierwszym czytaniu. Pozostałe kluby zdecydowały o przekazaniu projektu do komisji sejmowej, gdzie ustawa nabierze ostatecznego kształtu. Przedstawicielki Kongresu Kobiet chcą, aby stało się to możliwie szybko. „To bardzo ważne, żeby ustawa zaczęła obowiązywać już w wyborach samorządowych planowanych na koniec 2010 roku. Proces budowania politycznej reprezentacji kobiet powinien zacząć się od najniższego szczebla – od władz gmin, powiatów i województw” – przekonuje Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
Prof. Małgorzata Fuszara, prezentując projekt ustawy o parytetach w Sejmie, stwierdziła, że możliwość jej szybkiego uchwalenia zależy wyłącznie od dobrej woli posłów. „Ta ustawa od strony prawnej jest niesłychanie prosta. Jeśli nie zabraknie woli politycznej, można ją uchwalić w ciągu dwóch tygodni” – przekonywała.
Przedstawicielki Kongresu Kobiet podkreślają, że bez względu na termin uchwalenia ustawy
o parytetach, będą się bacznie przyglądać, w jaki sposób partyjni decydenci będą konstruować listy kandydatów i kandydatek do samorządów. „Wielu przedstawicieli partii politycznych zwracało
w debacie sejmowej uwagę na wewnętrzne regulacje, za pomocą których partie polityczne mogą dodatkowo wspomagać kobiety, np. poprzez zapisy regulujące skład pierwszych miejsc na listach. Deklaracje te traktujemy bardzo poważnie i zapowiadamy, że będziemy monitorować zarówno sposób wyłaniania przez partie kandydatek i kandydatów do ciał samorządowych, jak też ich kolejność na listach wyborczych. Mamy nadzieje, że wiele kobiet znajdzie się na nich wysoko, tak jak na to zasługują ze względu na swoje doświadczenie, kompetencje i osiągnięcia. Będzie to jednocześnie papierek lakmusowy faktycznych intencji liderów partyjnych wobec większego udziału kobiet
w polityce ” – powiedziała prof. Małgorzata Fuszara.
|
POLKĄ ROKU 2009 WYSOKICH OBCASÓW ZOSTAŁA PANI
MAGDALENA ŚRODA ----BRAWO DLA MAGDALENKI, GRATULACJE......
DZIŚ 7 MARCA WIELKA MANIFA W WARSZAWIE
"Solidarne w kryzysie, solidarne w walce" miało zwrócić uwagę na nierówności ekonomiczne, dyskryminację kobiet w zatrudnieniu i innych dziedzinach życia. Manifestacje organizowane przez środowiska feministyczne z okazji Dnia Kobiet odbywały się także w innych miastach. Przed sejmem na uczestników Manify czekała kilkudziesięcioosobowa kontrmanifestacja - m.in. członkowie Młodzieży Wszechpolskiej.
W tym roku - już po raz kolejny - w organizację Manify włączył się Wolny Związek Zawodowy Sierpień 80, po raz pierwszy natomiast do Manify dołączyły Związek Nauczycielstwa Polskiego, OPZZ oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych.
Przewodnicząca OZZPiP Dorota Gardias powiedziała, że pielęgniarki uczestniczą w Manifie m.in. dlatego, żeby zwrócić uwagę na problem ich koleżanek z Łodzi, których strajk sąd uznał za nielegalny. Nauczyciele z kolei zwracają uwagę na zbyt małą liczbę przedszkoli. Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz przekonywał, że problem ten dotyka nie tylko nauczycieli, ale także dzieci oraz ich rodziców. Wiesława Taranowska z OPZZ podkreślała, że siła leży w jedności i tylko działając wspólnie, można coś wywalczyć.
Wśród manifestujących pojawiła się także minister pracy Jolanta Fedak, która powiedziała dziennikarzom, że uczestniczy w Manifie bo hasło solidarności w kryzysie wydaje jej się bliskie. Dodała, że popiera też zwiększenie udziału kobiet w polityce.
Manifa jest świętem nie tylko kobiet, ale wszystkich obywateliMagdalena Środa
Jak co roku w Manifie wzięli udział politycy, aktorzy, artyści, dziennikarze. Pojawili się politycy SLD - rokrocznie uczestnicząca w Manifie Izabela Jaruga-Nowacka oraz przewodniczący partii Grzegorz Napieralski, który przyszedł z żoną i dziećmi. Gośćmi honorowymi były Alicja Tysiąc oraz Aneta Krawczyk. Ważnym gościem była także b. prezydentowa Jolanta Kwaśniewska.
"Bądźmy solidarne nie tylko 8 marca"
- Bądźmy solidarne nie tylko 8 marca, bądźmy razem przez 365 dni w roku - apelowała Kwaśniewska do uczestniczek manifestacji. Przypomniała, że Dzień Kobiet nie jest komunistycznym świętem, ale upamiętnia "walkę naszych prababek o równe prawa". Była pierwsza dama zwróciła uwagę na projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, który nie został uchwalony przez - jak mówiła - niedoczytanie i niezrozumienie. Wyraziła nadzieję, że ustawa jak najszybciej zostanie uchwalona, ponieważ - jak oceniła - jest bardzo potrzebna.
Prof. Magdalena Środa reprezentująca Kongres Kobiet podkreśliła, że Manifa jest świętem nie tylko kobiet, ale wszystkich obywateli. Wyraziła radość, że z roku na rok, uczestniczy w niej coraz więcej mężczyzn.
Przypomniała, że kobiety mają wiele postulatów, ale zaznaczyła, że nie da się ich zrealizować bez woli politycznej. - Dlatego potrzebne są parytety, żeby partie nie wyglądały jak konklawe - powiedziała prof. Środa.
Katarzyna Bratkowska z Porozumienia Kobiet 8 Marca - głównego organizatora Manify - podkreśliła, że tegoroczna manifestacja jest po to, by "powiedzieć, że kryzys jest wyzwaniem dla ludzkiej solidarności". - Upominamy się o godność kobiet, o zabezpieczenie socjalne - mówiła. Jak dodała, choć każda z organizacji zwraca uwagę na najważniejsze z jej punktu widzenia problemy, są ona ważne dla całego społeczeństwa, nie tylko określonej grupy zawodowej.
Według organizatorek postulaty tegorocznej Manify to podsumowanie problemów, o których kobiety mówiły przez ostatnie 10 lat, niestety większość z nich jest wciąż aktualna: ochrona przed przemocą, także ekonomiczną, walka z dyskryminacją kobiet w zatrudnieniu, zrównanie płac kobiet i mężczyzn, ochrona praw i zabezpieczenie socjalne kobiet pracujących w domu, polityka prorodzinna, więcej żłobków i przedszkoli, zwiększenie udziału kobiet w polityce i życiu publicznym.
"Uważaj, feminizm jest zaraźliwy"
Manifestacja rozpoczęła się po godzinie 12.00 przed Pałacem Kultury i Nauki. Młodzież, starsi, rodziny z dziećmi, w barwnym korowodzie przeszli w stronę Sejmu. Dla dzieci zorganizowano kid's block - specjalną platformę, na której maluchy mogły się bezpiecznie bawić pod fachową opieką.
Manifestujący nieśli transparenty z hasłami: "Godne płace za ciężką pracę", "Politycy do domu, kobiety do polityki", "Jak dorosnę będę feministką", "Uważaj, feminizm jest zaraźliwy", "Jestem Polką feministką", "50% władzy, 100% równości", "Budżet ma płeć", "Pieniądze na przedszkola, nie na wojnę" itp.
Młodzież Wszechpolska kontra Manifa
Przed Sejmem na uczestników Manify czekała kilkudziesięcioosobowa kontrmanifestacja. Obok stała też grupa osób ze zdjęciami i transparentami porównującymi aborcję do zbrodni hitlerowskich.
W kontrmanifestacji uczestniczyli m.in. członkowie i sympatycy Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego oraz Falangi. Skandowali: "Łapy precz od polskich dzieci", "Święte życie, święta wojna" oraz trzymali transparenty z hasłami: "Wczoraj Hitler, dziś feminizm", "Feminazi-stop".
Kilkadziesiąt metrów dalej stały osoby z plakatami i transparentami porównującymi aborcję do zbrodni hitlerowskich. Na jednym plakacie był wizerunek Adolfa Hitlera i zdjęcie płodu, na drugim - zdjęcie rozstrzelanych ciał oraz zdjęcie fragmentów płodu z hasłem: "W PRL karano za prawdę o Katyniu. Czy w wolnej Polsce będą karać za prawdę o aborcji?". Przeciwnicy aborcji mówili, że chcą przypomnieć, że 9 marca 1943 r. "Hitler zalegalizował aborcję dla Polek". Odwoływali się też do wyroku w sprawie Alicji Tysiąc i "Gościa Niedzielnego" - w piątek katowicki sąd nakazał kurii katowickiej i gazecie przeprosić Alicję tysiąc i wypłacić jej odszkodowanie - który oburzył środowiska walczące z aborcją.
Zarówno Manifa, jak i kontrdemonstracje przebiegły spokojnie. Uczestników obu manifestacji oddzielali policjanci.
Tegoroczna Manifa odbywała się pod znakiem rocznic - w tym roku mija 10 lat od zorganizowania pierwszej Manify, a także 100 lat od ustanowienia Międzynarodowego Dnia Kobiet.
Manifom towarzyszą różnego rodzaju imprezy, w niektórych miastach trwają przez kilka tygodni. W całym kraju z okazji Dnia Kobiet organizowane były debaty na temat równości i praw kobiet, wystawy, koncerty oraz akcje propagujące badania, warsztaty, zawody sportowe etc. Część z nich zaplanowano na poniedziałek, kiedy przypada Dzień Kobiet, oraz kolejne dni.
Warszawską Manifę co roku organizuje Porozumienie Kobiet 8 Marca - nieformalna grupa kobiet, zawiązana w lutym 2000 r., by reagować na rażące przypadki dyskryminacji kobiet. Każda Manifa jest poświęcona innemu problemowi społecznemu kobiet.
Międzynarodowy Dzień Kobiet to święto ustanowione w 1910 r. dla upamiętnienia strajku 15 tys. kobiet, pracownic fabryki tekstylnej w Nowym Jorku, które 8 marca 1908 r. domagały się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy. Właściciel fabryki zamknął strajkujące w pomieszczeniach fabrycznych. W wyniku pożaru zginęło wówczas 129 kobiet.
